Przedziwnie układa się trwająca kampania Ekstraklasy. Tydzień po konfrontacji z Legią Warszawa żółto-niebieskich czeka kolejne spotkanie z rywalem, który stał się ich bezpośrednim przeciwnikiem w walce o utrzymanie, a w przedsezonowych predykcjach był widziany raczej bliżej walki o najwyższe cele, aniżeli w ogonie ligowej tabeli. Przykład wypalonej drużyny trzymanej za gardło przez odrealnione wizje swojego właściciela tworzone w kooperacji z ChatemGPT pokazuje, jak łatwo jest zaprzepaścić olbrzymi potencjał i uwikłać się w marazm. Najbliższy rywal gdynian ma wiele własnych problemów - koniecznie trzeba wykorzystać jego przedłużający się przestój, by zainkasować premierowe w tym sezonie trzy punkty na wyjeździe i odbić się z dołu tabeli, uspokajając oddech i prostując kręgosłup przed decydującymi miesiącami w walce o utrzymanie. W 21. kolejce Ekstraklasy w niedzielę o 14:45 Arka zmierzy się w delegacji z Pogonią Szczecin.

Alex Haditaghi przyjął dość specyficzną taktykę transferową. Polega ona na sprowadzaniu starych i przeczołganych przez kontuzje zawodników z nazwiskami rozpoznawalnymi w skali europejskiej, ale lata świetności mających już za sobą. Efekty dzisiaj widać w tabeli Ekstraklasy, ale latem kanadyjsko-irański inwestor lekką ręką wydał na transfery ponad 3,5 mln euro, z czego sam Sam Greenwood kosztował 2 i w Szczecinie naprawdę liczono, że angielski lewoskrzydłowy z przeszłością w barwach Leeds na poziomie Premier League okaże się człowiekiem, który w pojedynkę rozerwie każdą linię defensywy. Haditaghi głośno kreślił sny o potędze na Pomorzu Zachodnim, ale runda jesienna okazała się fatalna: przyniosła bilans 6 zwycięstw, 3 remisów i aż 9 porażek, co w całej stawce dało dopiero 12. pozycję (zresztą z takim samym dorobkiem punktowym, co Arka). W przerwie zimowej właściciel Pogoni nieco podreperował stan portfela, sprzedając Adriana Przyborka do Lazio Rzym za 4,5 mln euro. Przy transferach przychodzących udało się z kolei nie wydać tym razem choćby złotówki i sprowadzić za darmo napastnika Karola Angielskiego z AEK-u Larnaka czy 28-letniego węgierskiego stopera Attilę Szalai z tureckiej Kasimpasy SK. Do tego z wypożyczenia do Polonii Bytom ściągnięto bramkarza Axela Holewińskiego, ale chyba tylko po to, by go szantażować, zmuszając do podpisania nowego kontraktu pod groźbą braku gry gdziekolwiek. Ligowe zmagania w 2026 roku szczecinianie zaczęli od wyjazdowej porażki 1:2 z Motorem i domowego remisu 1:1 z Niecieczą. W tym ostatnim spotkaniu popularni ,,Portowcy” zagrali niezłą pierwszą połowę, ale po zmianie stron prezentowali się już dramatycznie. Trener Thomas Thomasberg jest bezradny. Drużyna wygląda na kompletnie nieprzygotowaną motorycznie i pod względem fizycznym często nie wytrzymuje trudów rywalizacji na pełnych obrotach przez 90 minut. Kamil Grosicki, od którego zależy bardzo wysoki procent jakości ofensywnej Pogoni, jest bez formy, a pozostali zawodnicy boją się wziąć na siebie odpowiedzialność. To wszystko powoduje, że popularni ,,paprykarze” znajdują się już tuż nad strefą spadkową, mając nad nią jedynie dwa punkty zapasu. Trzeba to sobie powiedzieć jasno - szczecinianie nieoczekiwanie uwikłali się w walkę o utrzymanie. Nie wiemy, czy zagoszczą w dobrze nam znanym uniwersum na dłużej, czy jedynie w najbliższych tygodniach, ale serdecznie zapraszamy, by nie ruszać się z tego położenia i rozgościć się w dole tabeli, najlepiej za plecami Arki. W bramce ,,Portowców” stanie w niedzielę Valentin Cojocaru, a przed Rumunem Thomasberg złoży blok defensywny z Linusa Wahlqvista, Dimitriosa Keramitsisa, Leo BorgesaLeonardo Koutrisa. Na prawe skrzydło pewnie wróci Musa Juwara (choć w rywalizacji z Niecieczą w tym miejscu pojawił się nominalny defensywny pomocnik Mor N’Diaye), lewe będzie terenem Sama Greenwooda (3 gole i 2 asysty Anglika w tym sezonie). Na ,,szóstce” wybiegnie Fredrik Ulvestad (3 bramki i 2 ostatnie podania Norwega w bieżących rozgrywkach), którego bardziej ofensywnie usposobionym partnerem w środku pola powinien być Jose Pozo. W ataku obok największej gwiazdy Pogoni Kamila Grosickiego (6 goli i 4 asysty legendy klubu w trwającej kampanii) spotkanie rozpocznie albo Paul Mukairu (4 trafienia Nigeryjczyka), albo tym razem od pierwszej minuty swoją szansę otrzyma już Karol Angielski. Kontuzjowany do końca sezonu jest Rajmund Molnar, z mniejszymi urazami borykają się ostatnio były mistrz świata z reprezentacją Francji Benjamin Mendy i etatowy reprezentant Węgier Attila Szalai. Asystentem Thomasberga w Pogoni wciąż jest Tomasz Grzegorczyk, były trener Arki, więc Kamil Jakubczyk będzie miał kolejną okazję do wysłania buziaka po strzelonym golu w kierunku szkoleniowca. O bramkę ,,Jakubu”, jak i pozostałych Arkowców, będzie o tyle łatwiej, niż w starciach z innymi przeciwnikami, że szczecinianie wyglądają katastrofalnie w defensywie - stracili w tym sezonie już 35 bramek, to trzeci najgorszy wynik w całej Ekstraklasie. Trzeba jednak też powiedzieć, że ,,paprykarze” są typową drużyną własnego boiska - aż 5 zwycięstw spośród 6 odniesionych w tych rozgrywkach i aż 17 punktów spośród uciułanych 22 wywalczyli przy Karłowicza. Zespół Thomasberga generalnie w swojej filozofii stawia na oparcie ciężaru gry na dynamice skrzydłowych, jednak w tym momencie bocznym pomocnikom Pogoni brakuje motoryki i energetyczności, w ich poczynaniach dominuje schematyczność i szablonowość. Arkowcy w niedzielę muszą zamknąć gospodarzom skrzydła i odważnie wchodzić na połowę ,,Portowców”, próbując śmiało atakować, bo szczecińska defensywa jest dziurawa jak ser szwajcarski albo napoczęta puszka paprykarza.

Końcówka meczu z Legią była z perspektywy żółto-niebieskich szczytem frajerstwa. Została położona beznadziejnymi zmianami Dawida Szwargi, ale też udowidoczniła, jak krótką ławkę ma do dyspozycji trener. Gdynianie do 90. minuty wyglądali na murawie bardzo solidnie i kontrolowali wydarzenia, ale po utracie pierwszej bramki całkowicie się posypali. Nasuwa się też pytanie, co robi w klubie Rafał Figiel, bo tak kompromitujące zachowanie obrońców w kryciu przy rzutach rożnych obciąża konto jednego z asystentów Szwargi. Arkowcy mają jednak szansę na rehabilitację - muszą utrzymać koncentrację do samego końca w nadchodzących meczach z Pogonią, GKS-em Katowice oraz Lechią. W sobotę nie udało się dowieźć zwycięstwa na stulecie Gdyni, którego główne obchody miały miejsce we wtorek, więc mamy nadzieję, że celebra nastąpi po niedzielnej potyczce. Na wyjazdach żółto-niebiescy w tym sezonie legitymują się bilansem 0 zwycięstw, 1 remisu i 8 porażek - nadszedł zatem najwyższy czas na premierową wygraną poza Gdynią. Do kadry meczowej wróci Dominick Zator, któremu zakończyła się karencja kartkowa. W konfrontacji z Legią w barwach Arki zadebiutowali Serafin Szota i Vladislavs Gutkovskis, natomiast Oskar Kubiak wciąż czeka na swoje wejście do Ekstraklasy. Bilans spotkań jest tragiczny dla gdynian - mowa tu o 7 zwycięstwach, 7 remisach i 20 porażkach. Arka jeszcze nigdy nie wygrała w Szczecinie - w stolicy Pomorza Zachodniego udało się ugrać zaledwie 4 remisy, a aż 13 razy wygrywała Pogoń. Na pocieszenie dodajmy jednak, że w rundzie jesiennej z tym niewygodnym przeciwnikiem piłkarze Dawida Szwargi zwyciężyli 2:1 po golach Sebastiana Kerka i Kamila Jakubczyka. I właśnie 21-letni środkowy pomocnik będzie w niedzielę centralną postacią wydarzeń boiskowych - chłopak urodzony w Szczecinie, wychowanek Pogoni, który jednak w rodzinnych stronach nigdy nie dostał prawdziwej szansy, a jego gwiazda rozbłysła dopiero w barwach Arki. W sierpniu ,,Jakubu” pognębił swój były klub cudowną bramką, która dała żółto-niebieskim zwycięstwo, a sam młody zawodnik po zapakowaniu piłki do sieci pozdrowił znajdującego się na ławce ,,Portowców” Tomasza Grzegorczyka, trenera duszącego wcześniej potencjał 21-latka. W niedzielę liczymy na powtórkę - tym bardziej, że drużyna Szwargi ma już tylko dwa oczka przewagi nad strefą spadkową. Nikt nie chce wylądować w czeluściach.

Zapowiedź meczu piszemy w Tłusty Czwartek, stąd towarzyszy nam aura pączkowej przyjemności. We wnętrzu słodkich wypieków znajdują się przeróżne nadzienia - niektóre bardziej oczywiste, a niektóre stanowiące kompletną fanaberię i abstrakcję, nieraz wręcz aberrację dla zmysłów. Przy Karłowicza na Arkowców czeka pączek z paprykarzem - w pewnym momencie konsumowania będzie pewnie smakował specyficznie, nieco szokująco, ale mamy nadzieję, że ostateczne wrażenie zdominuje jednak słodycz wynikająca z pełnego cukru ciasta drożdżowego. Spodziewamy się trudności na murawie w poszczególnych fazach tego spotkania, jednak wierzymy, że ostatecznie to podopieczni Dawida Szwargi uniosą ręce w geście triumfu i nareszcie posmakują powrotu do Gdyni z wojaży w Polskę w doskonałych nastrojach. Czas na pierwsze zwycięstwo w Szczecinie w historii i pierwszą wyjazdową wygraną w tym sezonie. Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Arka gra, my za nią jeździmy, bo w nią wierzymy, Arkowcy to my!